TURCJA – IRAN

TURCJA – IRAN 2011
_

_
Data podróży: 15 listopad 8 grudzień 2011 r.

Plan podróży:
IRAN - plan podróży

Skąd wziął się pomysł aby odwiedzić Iran? Zrodził się zupełnie spontanicznie.
Wszystko zaczęło się od tego, że niestety nie mogliśmy skorzystać z zakupionych pół roku wcześniej biletów lotniczych do Wenezueli. Chcąc wyjechać na urlop jeszcze w tym roku kalendarzowym postanowiliśmy skorzystać z pierwszej rozsądnej oferty lotniczej jaka się nadarzy. Padło na promocję rodzimego LOT-u „Szalone Środy” – 238,25 PLN za przelot jednej osoby w obie strony na trasie Warszawa – Stambuł.
Decydujemy się więc lecieć do Stambułu, a stamtąd drogą lądową dotrzeć do Iranu. Standardowo przed wyjazdem zaopatrujemy się następnie w komplet przewodników, w tym przypadku były to: IRAN Lonely Planet (anglojęzyczny, 2008r. – obecnie najbardziej aktualne wydanie), IRAN Sorus (po polsku, wydanie I, 2009r.) i mapa Iranu National Geographic (2011r.). Odkurzamy też stary przewodnik po Turcji (Turcja – kraj czterech mórz, Wydawnictwo Bezdroża, wydanie I, 2003r.).
Kiedy jesteśmy już ostatecznie zdeklarowani co do celu naszej podróży okazuje się, że wylot do Stambułu przypada tydzień po tym jak świat obiega informacja, że Izrael dopuszcza możliwość ataku na Islamską Republikę Iranu w związku z jej „rozbudowanym” programem nuklearnym. Nie wiadomo było czy w zawiązku z tą sytuacją granice Iranu się nie uszczelnią, ale decydujemy się jednak spróbować mimo, że nie mamy za bardzo żadnego planu awaryjnego.
Ponieważ decyzja o wyjeździe do Iranu była dość nagła, nie było też czasu na zaopatrzenie się w irańskie wizy w Warszawie. Zresztą procedura uzyskania wizy w naszej stolicy jest bardzo długotrwała (czas oczekiwania to około 4 tygodnie), w dodatku nierzadko zdarzają się przypadki decyzji odmownej, a opłata w wysokości 50 EUR jest bezzwrotna. Postanawiamy więc starać się o wizę w tureckim, Trabzon.

DZIEŃ 1
15 listopad 2011, WTOREK
_
Spakowani w dwa plecaki (trzydziestopięcio i czterdziesto litrowy) stajemy o godzinie 5:08 na peronie Dworca Głównego PKP w Katowicach. Chcąc zachować niskobudżetowy charakter naszej wyprawy na przejazd do stolicy wybieramy pociąg typu TLK. Cena biletu na trasie Katowice – Warszawa to 54,00 PLN (czas przejazdu – 5h).
Na stacji Warszawa Centralna wysiadamy o 10:00. Trochę kręcimy się jeszcze po centrum miasta, aż w końcu wsiadamy do autobusu miejskiego jadącego na lotnisko Chopina.
Wylatujemy o godzinie 13:10. Mamy lot bezpośredni. W Stambule lądujemy o 16:35 czasu lokalnego (zmiana strefy czasowej: UTC + 2). Po przylocie do Turcji musimy jeszcze odstać swoje w kolejce po wizę (90-dniowa wiza turecka wielokrotnego wjazdu – 15 EUR) i odbiór bagażu. Wymieniamy też trochę gotówki (po kursie: 1 EUR = 2,426 TRY).
Następnie podążamy za znakami do stacji metra. Za cenę jednego żetonu (2 TRY) jedziemy metrem z portu lotniczego Stambuł Atatürk Havalimanı prosto na główny dworzec autobusowy (Otogar Bayrampaşa-Esenler).
Po wyjściu z metra naszym oczom ukazuje się ogromny plac z długim szeregiem biur prywatnych kompanii autokarowych. Jak tylko podchodzimy bliżej, otacza nas tłum naganiaczy wrzeszczących nazwy kolejnych miejscowości. Przerabialiśmy ten scenariusz podczas podróży do Syrii więc nie reagujemy na ich natarczywe zachowanie i idziemy prosto do upatrzonego wcześniej biura firmy METRO. Pytamy o przejazd do Trabzon i okazuje się, że autobus odjeżdża praktycznie za kilka minut. Szybko kupujemy bilety (60 TRY/osobę) i biegniemy do autokaru. Pakujemy plecaki do luku bagażowego i siadamy na wyznaczonych miejscach.
Autobusy w Turcji mają niespotykany gdzie indziej standard. Są przestronne i wygodne, zawsze z klimatyzacją i obsługą. Siedzenia są numerowane i można zająć jedynie to miejsce, które zostało wskazane na bilecie. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach wody kolońskiej, roznoszonej przez stewardów do dezynfekcji rąk przed lub po posiłku. Podczas jazdy załoga oferuje napoje oraz suchy prowiant (w cenie biletu). Każdy pasażer ma do dyspozycji prywatny telewizor umieszczony w zagłówku. Do tego każdy monitor posiada własne słuchawki, aby podczas oglądania pasażerowie nie przeszkadzali sobie nawzajem.
Jedyną wadą tureckich autobusów jest brak w nich toalet. Na szczęście kierowcy zatrzymują się kilka razy po drodze na specjalnych zajazdach, gdzie można bez problemu skorzystać z toalety.

DZIEŃ 2
16 listopad 2011, ŚRODA
_
Nad ranem nasz autobus robi kolejny postój. Tym razem decydujemy się trochę rozprostować nogi i przy okazji idziemy na coś w rodzaju śniadania – w przydrożnym zajeździe zamawiamy po toście z serem i herbacie.

Trabzon
_
Do Trabzon docieramy przed południem, po ponad siedemnastu godzinach jazdy ze Stambułu. Autobus zatrzymuje się na dworcu na obrzeżach miasta. Na szczęście okazuje się, że w cenie biletu jest tzw. servis czyli przejazd dolmuszem do centrum.
Minibus METRO podwozi nas więc z dworca w pobliże placu Atatürk Park. Wysiadamy i zaczynamy rozglądać się za jakimś noclegiem. Po kilku minutach spaceru trafiamy na Hotel CAN przy ul. Iskele Cad. Pokój dwuosobowy z łazienką i śniadaniem kosztuje 45 TRY. Decydujemy się zostać. Zanosimy plecaki do pokoju i od razu idziemy do Konsulatu Iranu (znajdującego się przy ul. Kizil Toprak Sokak 3, aby starać się o wizę.

Trabzon: Konsulat Islamskiej Republiki Iranu
Trabzon 1
_
Podchodzimy do bramy konsulatu, ale okazuje się, że trafiliśmy akurat na przerwę. Na ogrodzeniu budynku znajduje się tabliczka z godzinami otwarcia. Konsulat przyjmuje petentów w godzinach 9:00 do 12:00 i 14:30 do 16:30. W takim przypadku pozostaje nam jedynie przyjść na popołudniową turę.
W oczekiwaniu na otwarcie konsulatu włóczymy się trochę po okolicy. Udaje nam się też załapać na jakiegoś kebaba. Trochę zmęczeni całonocną jadą autobusem postanawiamy w końcu odpocząć chwilę w hotelu.
Trabzon to duże miasto portowe nad Morzem Czarnym. Nie mieliśmy jednak zbyt dużo czasu na jego zwiedzanie. Do tego trafiła nam się jeszcze kiepska pogoda. W tym rejonie zresztą deszcz pada bardzo często, bo występuje tu specyficzna cyrkulacja morskiego powietrza nad wybrzeżem otoczonym wysokimi pasmami górskimi.

Trabzon: widok na port
Trabzon 2

Przed konsulatem stajemy ponownie o godzinie 16:00. Dzwonimy dzwonkiem przy bramie i po chwili pojawia się mężczyzna, który otwiera nam drzwi. Wchodzimy do środka, siadamy przy małym stoliku i czekamy, aż zostaną obsłużeni wcześniejsi interesanci. W końcu i do nas podchodzi pracownik konsulatu wręczając wnioski wizowe. Wypełniamy ile umiemy, a resztę pomaga nam wypełnić pani wicekonsul.
Przy wypisywaniu wniosku należy zwrócić szczególną uwagę na pytanie dotyczące odwiedzonych wcześniej krajów, gdyż wymienienie Izraela może skutkować opinią negatywną.
Do gotowego formularza dołączamy po dwa zdjęcia (w przypadku kobiet zalecane jest posiadanie fotografii w chuście). Zostawiamy też paszporty.
Po wstępnej weryfikacji wszystkich dokumentów otrzymujemy kartkę z numerem konta, aby móc uiścić w banku opłatę wizową (75 EUR za osobę). Zostajemy również poinformowani, że nasze wizy będą gotowe jutro koło godziny 11:00 oraz że przy ich odbiorze mamy mieć ze sobą potwierdzenie zapłaty z banku.

DZIEŃ 3
17 listopad 2011, CZWARTEK
_
Rano wstajemy wcześniej, bo wczoraj po południu nie udało nam się już znaleźć żadnego czynnego banku. Jemy śniadanie w hotelu i idziemy do centrum miasta. Robimy sobie spacer wchodząc do każdego napotkanego banku, ale okazuje się, że w żadnym z nich opłaty wizowej zapłacić nie można. W końcu jednak udaje nam się znaleźć właściwą placówkę – Türkiye İş Bankası przy ul. Kahramanmaios Caddesi. Podchodzimy do kasy, podajemy kartkę z numerem konta i odliczoną gotówkę, a w zamian otrzymujemy wydruk będący dowodem wpłaty.
Prosto z banku wracamy do hotelu, by się spakować. Żeby nie tracić czasu, do Konsulatu idziemy z plecakami. Jesteśmy sporo przed 11:00, ale wizy na szczęście są już gotowe. Oddajemy pokwitowanie zapłaty i odbieramy paszporty.

Wiza wydana przez Konsulat Islamskiej Republiki Iranu w Trabzon
Wiza

Z pod Konsulatu udajemy się w okolice placu Atatürk Park, by stamtąd dolmuszem (2_TRY za osobę) podjechać na terminal autobusowy. Z wizami w garści, jeszcze dziś zamierzamy dotrzeć do Doğubayazit. Na dworcu okazuje się jednak, że nie ma bezpośredniego połączenia z Trabzon i trzeba podzielić podróż na dwie części.
Jedziemy więc najpierw do Erzurum. Autobus mamy o 12:00 i po kilku godzinach jazdy krętymi, górskimi drogami docieramy na miejsce. W Erzurum wysiadamy na dworcu autobusowym i od razu rozglądamy się za transportem na dalszą drogę. Zaczyna zapadać zmierzch, ale nie jest źle, bo najbliższy autobus do Doğubayazit odjeżdża za niecałe pół godziny. Zdążamy tylko kupić coś do jedzenia (bo od śniadania nie było czasu na żaden posiłek) i idziemy do autobusu. Określenie „autobus” to w tym przypadku za dużo powiedziane, bo pojazd, którym przyszło nam jechać był niewiele większy od Forda Transita, a w dodatku chyba wysiadło ogrzewanie. Nie narzekamy jednak, bo czasowo złożyło się idealnie i nie musieliśmy zbyt długo czekać.

Doğubayazit
_
W Doğubayazit jesteśmy przed 21:00. Na miejscu zaskakuje nas niska temperatura powietrza i obecność śniegu. Na szczęście autobus zatrzymuje się w miarę blisko centrum. Po ciemku przychodzi nam szukać jakiegoś noclegu. Idziemy główną ulicą miasta (Ismail Besikci Cad.) i tam trafiamy na hotel Yayla. Pokój dwuosobowy o dość niskim standardzie, bez łazienki (wspólna toaleta na korytarzu z lodowatą wodą) kosztuje 30 TRY. Zostajemy jednak na noc, bo nie mamy już siły szukać czegoś innego.

DZIEŃ 4
18 listopad 2011, PIĄTEK
_
Rano, koło godziny 8:00, po śniadaniu zrobionym z własnych zapasów, wychodzimy z hotelu. Doğubayazit to niewielkie miasteczko otoczone górami. Przed wyjazdem do Iranu, chcemy jeszcze zobaczyć główną atrakcję tego miejsca czyli pałac Ishak Pasa Sarayi.
Decydujemy się iść pieszo. Do przejścia jest jakieś 6 km wijącą się w górę, wybrukowaną aleją. Po drodze mijamy jednostkę wojskową – z daleka widać czołgi i pojazdy opancerzone, dlatego też obowiązuje ścisły zakaz fotografowania.

Droga do Ishak Pasa Sarayi
Ishak Pasa Sarayi 1
Ishak Pasa Sarayi 2
Ishak Pasa Sarayi 3
Ishak Pasa Sarayi 4
Meczet przy pałacu Ishak Pasa Sarayi
Ishak Pasa Sarayi 5
_
Przed pałacem Ishak Pasa Sarayi jesteśmy o 10:00. Ku naszemu zaskoczeniu obiekt jest zamknięty, mimo iż godziny zwiedzania umieszczone na tablicy na to nie wskazują. Kręcimy się jednak chwilę w pobliżu, bo zauważamy, że przed wejściem czeka też dwóch innych turystów. Kilka minut później pod pałacem zatrzymuje się samochód, z którego wysiada mężczyzna trzymający w ręku bochenek chleba. Okazuje się, że ów Pan jest właśnie oczekiwanym przez nas gospodarzem pałacu. Wygląda na to, że korzystając z okazji wyskoczył sobie do miasta na śniadanko. Wreszcie Pan otwiera bramę i udaje nam się wejść do środka.
Ishak Pasa Sarayi to wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO osiemnastowieczny pałac zbudowany na zboczu góry. Jest wybitnym przykładem architektury osmańskiej, a jego główną cechą charakterystyczną jest połączenie kilku stylów m.in. tureckiego i perskiego.
Bilet wstępu kosztuje 3 TRY, warto jednak wydać te pieniądze bo obiekt robi naprawdę niesamowite wrażenie.

Ishak Pasa Sarayi
Ishak Pasa Sarayi 6
Ishak Pasa Sarayi 7
Ishak Pasa Sarayi 8
Ishak Pasa Sarayi 9
Ishak Pasa Sarayi 10
Ishak Pasa Sarayi 11
Ishak Pasa Sarayi 12
Ishak Pasa Sarayi 13
_
W drodze powrotnej nie bardzo nam się uśmiecha pieszy spacer, więc postanawiamy załapać się na autostop. Zatrzymuje się auto z kurdyjskim kierowcą. Niestety wewnątrz osobowego samochodu jest już czterech pasażerów. Kierowcy jednak to nie przeszkadza i zaprasza nas do środka. Decydujemy się jechać mimo, że wszyscy cisną się jak sardynki w puszcze. To jednak nie jest najgorsze. Gorsza jest prędkość z jaką kierowca pokonuje górskie zakręty – nie jeden rajdowiec by wymiękł. Poziom adrenaliny podnosi się niebywale, ale za to do centrum Doğubayazit dojeżdżamy w niecałe 4 minuty.
Przed powrotem do hotelu zatrzymujemy się jeszcze na coś do jedzenia. Potem szybkie pakowanie plecaków i jedziemy minibusem na granicę z Iranem, do miasta Gürbulak.

Gürbulak: widok na Wielki i Mały Ararat
Gurbulak 1
Gürbulak: przejście graniczne
Gurbulak 2
_
Minibus podwozi nas pod samo przejście graniczne. Po stronie tureckiej podchodzimy do budki strażniczej, dostajemy pieczątkę do paszportu i idziemy dalej. Mijamy kilkumetrowy pas ziemi niczyjej i przechodzimy na stronę irańską (zmiana strefy czasowej: UTC + 3:30). Kobiety muszą pamiętać, aby przez cały pobyt na terenie Islamskiej Republiki Iranu mieć na włosach chustę (nawet turyści nie są zwolnieni z przestrzegania tej zasady).

IRAN

Po stronie irańskiej do odprawy jest dość długa kolejka. Po chwili jednak podchodzi do nas funkcjonariusz straży granicznej, prosi o nasze paszporty i poza kolejnością podaje je w okienku. Pan w okienku sprawdza tylko czy mamy aktualne wizy i każe nam przechodzić dalej. Dalej nie ma już żadnej kontroli, nikt nie sprawdza bagażu ani o nic nas nie pyta. Uznajemy więc, że odprawa została zakończona i opuszczamy przejście graniczne.
Przy bramie wyjściowej, podchodzi do nas kilku Irańczyków wymieniających pieniądze. Czujemy się trochę niepewnie ale decydujemy się wymienić część dolarów na irańskie riale (po kursie: 1 USD = 11.800 IRR).

Walutą irańską jest rial. 10 riali to 1 toman. Irańczycy zazwyczaj podają ceny w tomanach.
riale
_
Generalny plan na dziś to dostać się do Tabriz. Na razie jednak chcemy przejechać tylko krótki odcinek z przejścia granicznego do najbliższego miasta – Bazargan. Ze zorganizowaniem transportu nie mamy problemu, bo przed granicą stoi kilka taksówek. Z miejsca pojawiają się przy nas taksówkarze. Każdy wrzeszczy jednak coś innego i w końcu zaczynają się chyba kłócić między sobą. Nie idzie się połapać kto proponuje jaką cenę. W końcu wybieramy taksówkę, która podwozi nas do Bazargan za 20.000 IRR.
Na miejscu okazuje się niestety, że nie ma autobusu do Tabriz i trzeba spróbować szczęścia w pobliskim Maku. Aby tam dotrzeć znów musimy wziąć taksówkę, bo nie udaje nam się znaleźć żadnego transportu publicznego.
W Maku sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Manager firmy transportowej informuje nas, że jesteśmy za późno i dziś nie ma już szansy na żaden autobus do Tabriz. Radzi nam jednak, abyśmy jechali do Khoy i tam spróbowali jeszcze coś złapać. Nie mamy za bardzo wyboru, więc idziemy za jego radą i kupujemy bilety do Khoy. Potem okazuję się, że tak naprawdę autobus do Khoy był już pełny, a mimo to manager jakoś znalazł dla nas dwa wolne, nienumerowane miejsca.
To jednak dopiero początek naszych problemów. Dzięki inwencji kierowcy autobusu, do Khoy w ogóle nie dojeżdżamy. Pan kierowca stwierdza bowiem, że łatwiej nam będzie znaleźć jakiś transport do Tabriz na skrzyżowaniu drogi AH1 i tam też nas wysadza.
W towarzystwie kilku Irańczyków stoimy więc na skrzyżowaniu i czekamy. Jakąś godzinę później rzeczywiście w tym miejscu zatrzymuje się autobus jadący z Khoy do Tabriz, ale nie może nas niestety zabrać, ponieważ nie ma już wolnych miejsc. Czekamy więc dalej, aż zaczyna powoli zapadać zmierzch. Niepokoimy się trochę, bo robi się całkiem ciemno, a my nadal nie mamy żadnych perspektyw ani na transport ani na nocleg.
Nagle podjeżdża do nas jakiś samochód. Kierowca odsuwa szybę i łamanym angielskim pyta dokąd chcemy jechać. Okazuje się, że sam też jedzie akurat do Tarbiz i chętnie weźmie nas ze sobą. Pomimo tej dziwnej sytuacji decydujemy się z nim zabrać, bo nie widzimy innej szansy, aby móc wydostać się stąd jeszcze dziś.
Jedziemy razem następne 120 km. Sytuacja jest jednak trochę niepokojąca, bo kierowca przez całą drogę w ogóle się do nas nie odzywa. Stale puszcza tylko głośno muzykę.

Tabriz
_
Wreszcie dojeżdżamy do miasta. Kierowca jednak nadal nic nie mówi. Nie pyta nawet gdzie chcemy wysiąść. W końcu sami zagajamy rozmowę, gdy zauważamy po znakach, że chyba minęliśmy centrum.
Okazuje się, że mężczyzna już wcześniej postanowił, że po prostu zabierze nas na noc do swojego domu. Na szczęście udaje nam się go przekonać, że wolimy sami znaleźć sobie nocleg. W końcu staje na tym, że kierowca zawraca i postanawia zawieść nas do jakiegoś hotelu.
Wybieramy więc coś z przewodnika i pokazujemy na mapie. Widać jednak, że mężczyzna nie ma pojęcie gdzie to jest. Zatrzymuje się tymczasem ulicę dalej i woła przechodzącego tamtędy chłopaka. Dziwnym trafem chłopak okazuje się być jego bratem, który dobrze zna miasto i tłumaczy którędy trzeba jechać.
Kierowca, wreszcie się też przełamuje i zaczyna z nami trochę rozmawiać. Dowiadujemy się, że do tej pory nic nie mówił, bo głupio mu było, że słabo zna angielski.
W końcu docieramy na miejsce. Chcemy zapłacić za przejazd, ale mężczyzna nie chce żadnych pieniędzy. Wyjaśnia, że po prostu chciał pomóc. Niesamowity człowiek. W dodatku odjeżdża dopiero wtedy, gdy ma pewność, że wybrany hotel na pewno nam pasuje.
Trafiamy do Guesthouse Darya przy ul. Mohaqqeqi. Dwuosobowy pokój z łazienką kosztuje nas 330.000 IRR. Trochę drogo, ale jest tu naprawdę miło. Właściciel częstuje nas herbatą i pokazuje zdjęcia ze swoich podróży po Europie. Dostajemy też mapkę Tabriz z zaznaczonymi miejscami, które warto zobaczyć.

DZIEŃ 5
19 listopad 2011, SOBOTA
_
Po śniadaniu, składającym się z chleba lawasz (zakupionego w pobliskiej piekarni za 10.000 IRR) i herbaty wyruszamy w miasto. Tabriz jest czwartą co do wielkości aglomeracją Iranu. Mieszka tu około półtora miliona ludzi, z czego większość stanowią Azerowie.
Zwiedzanie Tabriz rozpoczynamy od wizyty na bazarze. Niezliczona ilość zadaszonych uliczek tworzy w tym miejscu swoisty labirynt o łącznej powierzchni prawie 7 km kw.
Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, bo nikt nas tu nie zaczepia i nie wciska nic na siłę. Zupełnie inaczej niż na suku w Syrii czy Egipcie. Można spokojnie spacerować i wszystkiemu przyglądać się bezstresowo.

Bazar w Tabriz – w 2010 r. został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Tabriz 1
Tabriz 2
Tabriz 3
Tabriz 4
Tabriz 5
_
Prosto z bazaru idziemy na ulicę Imam Khomeini do Niebieskiego Meczetu. Wstęp kosztuje 2.000 IRR. Mocno uszkodzony przez kolejne trzęsienia ziemi Meczet, mimo wielu remontów nie odzyskał dawnej świetności. Jednakże monumentalna, XV-wieczna budowla i tak robi duże wrażenie. Jej wnętrze oraz wejściowy portal wyłożone są błękitnymi, ręcznie zdobionymi, porcelanowymi kaflami.
Obecnie Meczet spełnia w zasadzie rolę muzeum. Na podłodze prawie nie ma dywanów i nie trzeba zdejmować butów przed wejściem.

Tabriz: Niebieski Meczet
Tabriz 6
Tabriz 7
Tabriz 8
Tabriz 9
Tabriz 10
_
Na koniec postanawiamy odwiedzić jeszcze Muzeum Azerbejdżanu, znajdujące się za Parkiem Khaghani, tuż obok Niebieskiego Meczetu. Muzeum czynne jest w godzinach 8:00 – 18:30, a wstęp kosztuje 3.000 IRR.
Nie spędzamy tu jednak niezbyt wiele czasu, bo ogólnie nie przepadamy tego typu miejscami. Dużo ciekawsza wydaje się nam zewnętrzna ekspozycja składająca się z kilkunastu kamiennych baranków.

Eksponaty w Muzeum Azerbejdżanu.
Tabriz 11
Tabriz 12
Muzeum Azerbejdżanu: kamienne baranki.
Tabriz 13
Tabriz 14
Tabriz 15
_
Po wizycie w muzeum idziemy prosto do hotelu, żeby zabrać stamtąd spakowane wcześniej plecaki. Chcemy załapać się jeszcze dziś na nocny autobus do Esfahanu.
Autobusy międzymiastowe odjeżdżają z Terminala znajdującego się na obrzeżach miasta. Mamy ambitny plan dostania się tam komunikacją miejską. Okazuje się jednak, że znalezienie właściwego przystanku autobusowego nie jest wcale takie proste. W końcu jak już udaje się nam znaleźć odpowiedni przystanek to nie wiemy, do którego autobusu powinniśmy wsiąść. Wszystkie oznaczenia na autobusach są tylko w języku farsi. Biegamy więc między zatrzymującymi się na przystanku autobusami i pytamy miejscowych, który dokąd jedzie.
Wreszcie trafiamy na właściwy autobus. Wsiadając zwracamy uwagę, aby każdy znalazł się w swoim sektorze. W autobusach miejskich w Iranie obowiązuje bowiem segregacja płciowa. Mężczyźni wsiadają drzwiami przy kierowcy i zajmują przednią część autobusu. Kobiety mają do dyspozycji pozostałe drzwi i dla nich przeznaczone są miejsca z tyłu. Po środku każdy autobus przedzielony jest na dwie części metalową rurą albo kawałkiem sznura.
W trakcie jazdy po autobusie chodzi mężczyzna i zbiera pieniądze za przejazd (1.000 IRR od osoby) do plastikowego kubełka.
Podróż na Terminal trwa prawie 30 min. Na miejscu wysiadamy i idziemy prosto do hali z biurami firm przewozowych. Mamy szczęście, bo najbliższy autobus do Esfahanu odjeżdża o 17:00. Jest akurat czas na kupienie biletów (160.000 IRR/osobę) i czegoś do jedzenia na drogę.
Przed nami prawie 12 godzin jazdy. Nie jest zbyt wygodnie ale próbujemy spać.

DZIEŃ 6
20 listopad 2011, NIEDZIELA

Do Esfahanu docieramy o godzinie 5:30. Autobus zatrzymuje się na Terminalu Kaveh, kilka kilometrów za miastem. Aby dostać się do centrum, postanawiamy wziąć taksówkę. W negocjacjach z taksówkarzami pomaga nam poznana w autobusie, irańska studentka. Ostatecznie, za przejazd do hotelu płacimy 60.000 IRR.
Taksówka zawozi nas na ulicę Chahar Bagh-e Paeen, gdzie znajduje się Amir Kadir Hostel. Nocleg w pokoju dwuosobowym (bez łazienki) kosztuje tu 180.000 IRR. W recepcji siedzi bardzo miły, starszy pan o imieniu Mortaza. Mężczyzna tak bardzo się cieszy z naszego przybycia, że postanawia zabrać nas wieczorem do swojego domu. Na początku próbujemy się wykręcić ale w końcu odpuszczamy i przyjmujemy zaproszenie.
Przed rozpoczęciem zwiedzania chcemy chwilę odpocząć. Po całonocnej podróży autobusem nie jesteśmy w najlepszej formie, dlatego też na spacer po okolicy wychodzimy dopiero koło godziny 10:00.
Esfahan to jedno z najpiękniejszych miast w Iranie. Jego niesamowity charakter najlepiej oddaje znane powiedzenie:

zwiedzić Esfahan, to jak zobaczyć połowę świata (Esfahan nesf-e jahan).
_
Nasze pierwsze kroki kierujemy na Plac Imama Chomeiniego. Z hotelu nie jest daleko, więc postanawiamy iść pieszo. Majdan-e Imam to drugi co do wielkości plac tego typu na świecie (większy jest tylko Plac Tiananmen w Pekinie). Swój niepowtarzalny klimat zawdzięcza przepięknym meczetom oraz otaczającej go jednolitej, dwupoziomowej zabudowie, wewnątrz której znajduje się bazar.

Esfahan: Plac Imama (dawniej zwany Placem Naqsh-e Jahan)
Esfahan 1
Plac Imama: widok na Meczet Szejcha Lotf Allaha
Esfahan 2
Esfahan 3
Plac Imama: widok na Meczet Imama
Esfahan 4
_
Wizyta na Placu Imama nie trwa zbyt długo, bo zaczyna padać deszcz. Nie chcemy zmoknąć, więc idziemy na bazar, gdzie przez następne dwie godziny spacerujemy nieskończoną ilością wąskich, zadaszonych uliczek. Tysiącletni Bazar Bozorg to miejsce, gdzie można znaleźć niemal wszystko. Chłoniemy więc tę orientalną atmosferę przejawiającą się poprzez barwy tkanin oraz zapachy przypraw i herbaty.
Uliczkami bazaru dochodzimy do Meczetu Jameh, który w Esfahanie pełni rolę Meczetu Piątkowego. Bilet wstępu kosztuje 5.000 IRR. Warto zobaczyć to miejsce, bo jest to największa taka świątynia w całym Iranie. Ta Gigantyczna budowla jest typowym przykładem architektury islamu. Osadzona na planie czterech Iwanów z ogromnym dziedzińcem robi naprawdę duże wrażenie. W dodatku panuje tu niemal całkowita cisza, która buduje podniosły nastrój i skłania do chwili refleksji.

Wejście do Meczetu Jameh
Esfahan 5
Meczet Jameh: dziedziniec z fontanną imitującą święty kamień Kaaba z Mekki
Esfahan 6
Meczet Jameh: widok na jeden z czterech iwanów
Esfahan 7
Esfahan 8
_
Wieczorem, tak jak to było ustalone, o godzinie 20:30 pojawiamy się w recepcji hostelu Amir Kadir. Mortaza już czeka. Zabiera nas do swojego samochodu i informuje, że jedziemy na drugi koniec miasta, do mieszkania jego przyjaciela.
Jazda samochodem odbywa się w dość trudnych warunkach. Mało, że jest ciemno i pada deszcz, to jeszcze wszystkie szyby w aucie są całkowicie zaparowane. Mortaza chyba nie bardzo zdaje sobie sprawę, że winowajcą zaparowanych szyb jest jego welurowy dywanik szczelnie przykrywający całą deskę rozdzielczą wraz z nawiewami powietrza. Wygląda jednak na to, że brak widoczność za bardzo mu nie przeszkadza. Nie ważne, że co chwile ktoś na niego trąbi. Nie wiemy jakim cudem udaje nam się dojechać na miejsce w jednym kawałku, ale wysiadając z auta możemy wreszcie odetchnąć z ulgą.
Przyjaciel Mortazy mieszka w luksusowym mieszkaniu w czteropiętrowym bloku. Wychodzimy po schodach na ostatnie piętro i już przy drzwiach wita nas sympatyczna, sześcioosobowa rodzina. Od razu po wejściu do środka uwagę przykuwa fakt, że wszędzie na podłodze leżą charakterystyczne, czerwone dywany – podobne do tych, które pojawiały się w polskich domach w latach osiemdziesiątych.
Wszyscy bardzo się cieszą z naszych odwiedzin. Przy herbacie, bez której nie może się obyć żadne spotkanie w tym kraju, zaczynamy rozmawiać. Niestety nikt z naszych nowych przyjaciół nie mówi po angielsku. Nie jest jednak tak źle, bo tłumaczem dla obu stron staje się Mortaza i jakoś idzie się dogadać.
Jak to zwykle u Irańczyków bywa, tak i tu najpierw pada pytanie o to czy jesteśmy parą. Potem dziwią się jednak, że nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Okazuje się, że z przyczyn finansowych w Iranie często zdarzają się małżeństwa pomiędzy dość bliskimi członkami rodziny. Na ślub z kimś obcym mogą sobie pozwolić tylko najbogatsi.
Po przerobieniu jeszcze kilku tematów z zakresu kultury i tradycji muzułmańskich przychodzi czas na kolację. I oto, ku naszemu zdziwieniu Pani domu (tak ją nazwijmy, bo nie zapamiętaliśmy imion wszystkich domowników) rozkłada na podłodze ceratę, a na niej jedzenie. Nie dziwi nas fakt posiłku na podłodze, bo doświadczyliśmy tego w Syrii, ale to, że w tym samym pokoju stoi piękny, ogromy stół. Jak się później dowiadujemy, stół ten jest jedynie ozdobą, czymś w rodzaju rzeźby, a nie przedmiotem użytkowym. Jedzenie natomiast odbywa się w sposób tradycyjny.
Kolacja całkiem smaczna. Ryż gotowany w ziołach i kurczak. Tylko porcje trochę duże, bo rodzinka chce mieć pewność, że nie będziemy głodni. Po posiłku, Pani domu ściera resztki jedzenia i chowa ceratkę. Siedzimy teraz wszyscy w kółku na dywanie i dalej rozmawiamy. Nagle, przyjaciel Mortazy sprowokowany chyba przeświadczeniem, że Polacy dużo piją, wyjmuje z szafki butelkę Whisky. Kolejny raz nie da się ukryć naszego zdziwienia, bo w Iranie alkohol jest przecież całkowicie zakazany. Widać jednak, że nic nie jest niemożliwe, a w zdobyciu czegoś mocniejszego przydają się ponoć kontakty w rejonie granicy z Azerbejdżanem.
W towarzystwie tej rodziny czas płynie szybko i przyjemnie. Takie spotkanie ze zwykłymi ludźmi to prawdziwa skarbnica wiedzy. Widać, że nie bardzo lubią poruszać tematy związane z polityką. Przyznają jednak, że mają dość prezydenta Mahmuda Ahmadineżada i całego tego reżimu, że chętnie żyli by po swojemu i że trochę zazdroszczą nam tej naszej wolności.

Mortaza (trzeci od prawej) i jego przyjaciel z rodziną
Esfahan 9
Esfahan 10

Gościnność Irańczyków jest naprawdę niesamowita. W Polsce raczej nikt nie zabrał by do domu kogoś z ulicy, kogo zna 5 minut. Dlatego to jest tym bardziej nie do ogarnięcia. Muzułmanie to jest jednak inna mentalność.
Spotkanie z rodziną przyjaciela Morazy mogło by trwać bez końca, ale ostatecznie do hotelu wracamy grubo po północy. Mocno zmęczeni zasypiamy niemal natychmiast.

DZIEŃ 7
21 listopad 2011, PONIEDZIAŁEK
_
Dzień zaczynamy pobudką około godziny 9:00. Po wczorajszym wieczorze trochę ciężko jest nam wstać. Na szczęście pogoda jest dziś ładna, więc dalsze zwiedzanie Esfahanu będzie bardziej przyjemne.
Najpierw zamierzamy odwiedzić mauzoleum Abu Abdollaha słynące z tzw. trzęsących się minaretów (Monar Jonban). Aby tam dotrzeć musimy załapać się na jakiś autobus miejski jadący w tamtą stronę. Idziemy więc na ulicę Telaqani, gdzie znajduje się właściwy przystanek autobusowy. Dzięki uprzejmości miejscowych wiemy, którym autobusem mamy jechać i gdzie wysiąść.
Wstęp do mauzoleum Abu Abdollaha kosztuje 5.000 IRR. Cała atrakcja tego miejsca to oglądanie jak drgają dwa, siedemnastometrowe minarety. Zjawisko to polega na tym, że o każdej pełnej godzinie (my trafiliśmy akurat na południe) na górę jednego w minaretów wychodzi mężczyzna i potrząsa nim z całej siły. Po chwili drugi minaret wpada w rezonans i też zaczyna się chwiać (co sygnalizuje umieszczony na nim dzwoneczek). Oto i cała filozofia. Pokaz trwa około minuty, ale przychodzi na niego sporo osób. Watro tu spędzić trochę czasu, choćby z tego powodu, że mauzoleum otoczone jest niewielkim ale pięknym ogrodem, który nawet jesienią trzyma swój fason.

Esfahan 11
Esfahan: mauzoleum Abu Abdollaha
Esfahan 12
Mauzoleum Abu Abdollaha: widok na trzęsący się minaret
Esfahan 13
Esfahan 14
_
Po wizycie w mauzoleum Abu Abdollaha wracamy autobusem z powrotem do centrum miasta. Nie tracimy czasu i od razu kierujemy się w stronę rzeki Zayandeh, gdzie chcemy zobaczyć charakterystyczne dla Esfahanu, zabytkowe mosty.
Wystarczy kilkanaście minut spaceru ulicami miasta i dochodzimy do Mostu Si-o-Seh Pol, zwanego też Mostem Trzydziestu Trzech Łuków. Ten siedemnastowieczny pomnik potęgi dynastii Safawidzkiej ma 298 m długości i do dzisiaj pełni rolę nie tylko kładki dla pieszych ale i tamy. Si-o-Seh Pol jest też jednym z ulubionych miejsc spotkań mieszkańców Esfahanu. Na całej długości mostu, co kawałek można schronić się w ocienionych arkadach rozmieszczonych po obu stronach głównej ścieżki i tam chwilę odpocząć, obserwując jak woda leniwie przesącza się pomiędzy kamiennymi łukami.
Z racji ograniczonej ilości czasu nie jesteśmy w stanie odwiedzić trzech pozostałych, zabytkowych mostów. Decydujemy się za to na krótki spacer wzdłuż samej rzeki Zayandeh, gdzie rozciąga się zadbany i bardzo malowniczy park.

Esfahan: Most Si-o-Seh Pol – zbudowany przez Allahverdi Khana, generała szaha Abbasa I
Esfahan 15
Esfahan 16
Most Si-o-Seh Pol: boczne arkady
Esfahan 17
Esfahan 18
Rzeka Zayandeh: wypożyczalnia rowerków wodnych
Esfahan 19
_
Na koniec dzisiejszego dnia chcemy ponownie odwiedzić Plac Imama Chomeiniego. Po drodze zatrzymujemy się jednak jeszcze na chwilę w ogrodach Pałacu Hasht Behesht. Siadamy na ławce w cieniu drzew i delektujemy się pięknymi widokami. Tak tu przyjemnie, że aż nie chce się iść dalej.

Pałac Hasht Behesht (Pałac Ośmiu Rajów): widok od strony ulicy Bagh-e Goldaste
Esfahan 20
_
Wreszcie docieramy i na Plac Imama. Chcemy zwiedzić to, na co brakło nam czasu wczoraj. Postanawiamy zacząć od Pałacu Ali Qapu. Ta sześciokondygnacyjna budowla jest kolejnym, imponującym dziełem epoki Safawidów. Niewątpliwie największą atrakcją Pałacu Ali Qapu jest ogromny taras, z którego rozpościera się panoramiczny widok na cały Plac Naqsh-e Jahan. Sklepienie tarasu wsparte jest na osiemnastu smukłych, drewnianych kolumnach. W czasach świetności Imperium kolumny te w całości wyłożone były lustrami, co dawało wrażenie jakby dach unosił się w powietrzu. Warta uwagi jest również sala muzyczna. Ogromna ilość przeróżnych otworów rozmieszczonych na suficie oraz ścianach, daje nie tylko efekty wizualne ale i zapewnia perfekcyjną akustykę.

Wnętrze Pałacu Ali Qapu: ściany bogato zdobione naturalistycznymi malowidłami
Esfahan 21
Pałac Ali Qapu: sala muzyczna
Esfahan 22
Wizerunek Pałacu Ali Qapu widnieje na rewersie banknotu o nominale 20.000 IRR
Esfahan 23
Ostatnim punktem na naszej liście jest Meczet Imama, dawniej zwany Wielkim Meczetem Królewskim. Powstał on dużo później niż sam Plac Naqsh-e Jahan, co szczególnie widać poprzez niedopasowanie kierunków. Meczet Imama został bowiem usytuowany w południowej części placu, podczas gdy jego oś skierowana jest oczywiście w stronę Mekki. Patrząc na ten układ nie można oprzeć się wrażeniu, że cała budowla jest ułożona pod nienaturalnym kątem. Nie mniej jednak Meczet Imama jest naprawdę wart zobaczenia. Szczególne wrażenie robią jego monumentalne rozmiary oraz piękne, kolorowe zdobienia. Nie da się nie wspomnieć również o sali modlitewnej, której cechą charakterystyczną jest ogromna, podwójna kopuła zapewniająca doskonałą słyszalność w całym pomieszczeniu.
Za bilet wstępu zarówno do Meczetu Imama jak i Pałacu Ali Qapu trzeba zapłacić standardowo po 5.000 IRR za osobę.

Esfahan: Meczet Imama
Esfahan 24
Meczet Imama: jeden z czterech 45–metrowych minaretów
Esfahan 25
Wnętrza Meczetu Imama
Esfahan 26
_
Po wyjściu z Meczetu Imama kręcimy się jeszcze chwilę po Placu Naqsh-e Jahan. Niestety robi się późno, więc trzeba powoli wracać do hostelu. Po drodze musimy jednak znaleźć jeszcze jakiś kantor, bo akurat zaczynają nam się kończyć wszystkie riale. Na szczęście mamy fart i w pierwszym napotkanym kantorze trafiamy na całkiem dobry kurs (1.USD = 12.800 IRR). Ten fakt tak bardzo nas cieszy, że postanawiamy nawet wymienić tu trochę więcej dolarów niż początkowo planowaliśmy.

DZIEŃ 8
22 listopad 2011, WTOREK
_
Dzisiaj opuszczamy Esfahan, by udać się dalej. Następnym celem naszej podróży jest położone pomiędzy dwoma pustyniami miasto Yazd.
Koło godziny 10:00 jesteśmy już spakowani. Wychodzimy z hostelu i jedziemy komunikacją miejską na Terminal Kaveh, gdzie stacjonują autobusy międzymiastowe. Na miejscu okazuje się, że nie musimy nawet zbyt długo czekać, bo najbliższy autobus do Yazd odjeżdża już o 11:30 (bilet kosztuje 52.000 IRR/os).

Yazd
_
Po pięciu godzinach monotonnej, sennej jazdy wreszcie docieramy do Yazd. Autobus kończy swój bieg na dworcu, poza miastem. Wysiadamy i od razu zaczynamy rozglądać się za jakimś transportem do centrum. Na dworze powoli zaczyna zapadać zmierzch, a w pobliżu niestety nie widać żadnych śladów komunikacji miejskiej. Decydujemy się więc wziąć taksówkę. Wychodzi trochę drogo (40.000 IRR) ale nie mamy już siły szukać czegoś innego.
Taksówka zawozi nas na ulicę Masjed-e Jaame. Znajduje się tu, polecany w wielu przewodnikach Hotel Orient. Mamy okazje sami się przekonać, że miejsce to rzeczywiście zasłużenie cieszy się swoją dobrą opinią. Niepowtarzalny klimat zyskuje głównie dzięki swojej lokalizacji, mieści się bowiem w starych, tradycyjnych zabudowaniach irańskich. Nocleg tu nie należy jednak do najtańszych. Za pokój dwuosobowy z łazienką i śniadaniem płacimy 350.000 IRR.

”reklama” na murze
Yazd 1
_
Po zakwaterowaniu, zostawiamy nasze plecaki w pokoju i idziemy na miasto szukać czegoś na kolację. Jakoś tak wyszło, że od rana nic nie jedliśmy i jesteśmy teraz strasznie głodni. Okazuje się jednak, że znalezienie w tym mieście jakiejkolwiek jadłodajni nie jest wcale takie proste. Po dość długich poszukiwaniach, w końcu trafiamy na coś w rodzaju pizzerii. Pizza trochę dziwna (pieczona w głębokiej formie i posypana frytkami), ale nie narzekamy, bo najważniejsze żeby zapełnić czymś żołądek.
Ponieważ robi się późno, a my jesteśmy też trochę zmęczeni, więc odpuszczamy sobie spacer po okolicy i wracamy prosto do hotelu. Przy herbatce, jeszcze chwilę omawiamy nasze plany na jutrzejszy dzień i powoli zbieramy się spać.

DZIEŃ 9
23 listopad 2011, ŚRODA

Pobudka koło godziny 9:00. Dzisiaj nie musimy się martwić o pieczywo, bo śniadanie jemy w hotelu. Poranek powitał nas piękną pogodą, dlatego też nie tracimy czasu i zaraz po posiłku ruszamy zwiedzać okolicę.
Yazd jest prawdopodobnie najstarszym, istniejącym miastem na świecie. Położony pomiędzy Pustynią Słoną i Pustynią Lota, w dawnych czasach był kluczowym punktem na trasie jedwabnego szklaku. Obecnie, miejsce to można najtrafniej scharakteryzować używając dwóch słów: zoroastryzm i badgiry.
Zoroastryzm to monoteistyczna religia, która obowiązywała w starożytnej Persji. Swego czasu została jednak prawie całkowicie wyparta przez docierający z krajów arabskich Islam. Obecnie jest to już tylko religia mniejszościowa, a głównym jej ośrodkiem jest właśnie miasto Yazd. Pierwszym miejscem jakie chcemy dziś odwiedzić jest świątynia wyznawców zoroastryzmu znana pod nazwą Świątynia Ognia (Atashkadeh). Znajduje się w niej tzw. Wieczny Płomień, który podobno pali się nieprzerwanie od ponad 1500 lat. Turyści mogą oglądać to zjawisko jedynie przez szybę, żeby przypadkiem nie został zaburzony naturalny przepływ energii.
Wstęp do Świątyni Ognia kosztuje 10.000 IRR za osobę.

Yazd: Świątynia Ognia
Yazd 2
Świątynia Ognia: Faravahar – symbol opisujący drogę duszy ludzkiej od narodzin do śmierci
Yazd 3
Czara, w której znajduje się Wieczny Płomień
Yazd 4
_
Po wizycie w Świątyni Ognia kierujemy się w stronę głównego placu miasta – Placu Amir Chakhmaq. W tym miejscu, najlepiej widać jak nieodłącznym elementem krajobrazu są tutaj tzw. badgiry (wiatrołapy, wind towers), czyli swego rodzaju kominy z otworami po bokach zapewniające naturalną wentylację wewnątrz budynków.

Yazd: badgiry
Yazd 5
Yazd 6
Yazd 7
_
W centralnej części Placu Amir Chakhmaq znajduje się kompleks o tej samej nazwie. Jest to jedna z najbardziej charakterystycznych budowli Yazdu, więc nie może jej zabraknąć w naszym planie zwiedzania.
Po zakupie biletu (3.000 IRR/os.) wchodzimy wąskimi schodkami do góry, na wysokość drugiej kondygnacji takyeh, gdzie możemy podziwiać panoramę całego miasta. Dużo ciekawsza wydaje nam się jednak możliwość przechadzki po dachu przyległego bazaru, skąd roztacza się jeszcze fajniejszy widok.

Yazd: Kompleks Amir Chakhmaq
Yazd 8
Nakhl – drewniana konstrukcja w kształcie liścia, wykorzystywana podczas święta Ashura
Yazd 9
Yazd 10
Yazd: widok z dachu bazaru
Yazd 11
Yazd 12
Yazd 13
Yazd 14
_
Naprzeciwko kompleksu Amir Chokhmaq znajduje się Muzeum Wody. Chcemy odwiedzić to miejsce, bo jesteśmy ciekawi jak funkcjonują słynne, podziemne kanały (qanaty) zaopatrujące mieszkańców miasta w wodę. W tym pustynnym, suchym klimacie kwestia stałego dostępu do wody jest naprawdę sprawą kluczową.
Wstęp do Muzeum Wody kosztuje 10.000 IRR za osobę. Niestety samo muzeum nie zrobiło na nas szczególnego wrażenia. W dodatku trafiliśmy akurat na wizytę wycieczki szkolnej, dla której zagraniczni turyści byli większą atrakcją niż same eksponaty.

Yazd: Muzeum Wody
Yazd 15
Yazd 16
Yazd 17
_
Po wizycie w Muzeum Wody nadszedł czas na spacer po starym mieście. Drepczemy więc leniwie wąskimi, klimatycznymi uliczkami mijając po drodze jednolite budynki ulepione z gliny i słomy. W niektórych domach można jeszcze spotkać tradycyjne, drewniane drzwi z dwoma kołatkami. Fakt występowania dwóch kołatek jest związany z głęboko zakorzenioną tradycją ścisłego podziału płci. Każda z kołatek wydaje trochę inny odgłos, dzięki czemu nie zdarzy się sytuacja, że kobieta otworzy drzwi obcemu mężczyźnie (i odwrotnie).

Yazd: Stare Miasto
Yazd 18
Yazd 19
Yazd 20
Zbiornik na wodę (reservoir) chłodzony systemem badgirów
Yazd 21
Bogheh-e Davazdah Emam – najstarszy meczet w Yazd
Yazd 22
Yazd 23
Yazd: żeńska szkoła
Yazd 24
Zwiedzanie Starego Miasta kończymy wizytą w Meczecie Jameh. Wstęp jest bezpłatny. Szkoda tylko, że meczet jest akurat częściowo w remoncie i rozstawione rusztowania zasłaniają wiele ciekawych elementów.

Yazd: Meczet Jameh
Yazd 25
_
Jesteśmy już trochę zmęczeni, ale to nie koniec zwiedzania na dziś. Przed nami jeszcze jedna atrakcja, a mianowicie znajdujące się poza miastem, zoroastriańskie Wieże Milczenia.
Żeby się tam dostać musimy zorganizować sobie jakiś transport. Wybór pada na taksówkę, którą bez problemu znajdujemy przy rondzie Beheshti. Przejazd w obie strony wraz z piętnastominutowym postojem na miejscu kosztuje nas 90.000 IRR.
Za miastem taksówka zatrzymuje się na poboczu drogi, skąd w oddali rozpościera się widok na dwa skaliste wzgórza. Wdrapujemy się na jedno ze wzgórz, gdzie na szczycie znajduje wysoki, murowany krąg.
Miejsce to ma dość ciekawą historię związaną z wierzeniami zoroasrtian, jakoby zwłoki ludzkie nie powinny zanieczyszczać ziemi. W związku z tym nagie ciała zmarłych umieszczane były na specjalnie wybudowanych, wysokich wieżach i pozostawiane na pożarcie sępom. Rytuału tego zabroniono dopiero w latach 60-tych dwudziestego wieku. Obecnie, aby zachować ideę wiary ciała zmarłych zoroastrian chowane są na pobliskim cmentarzu w betonowych trumnach.

Wieże Milczenia (Dakhma)
Yazd 26
_
Przed powrotem do hotelu chcemy jeszcze coś zjeść na mieście. Niestety sytuacja wcale nie wygląda lepiej niż wczoraj i znowu jesteśmy skazani na lokalny fast food.
Tym razem jednak przechodzimy na wyższy poziom kulinarnego wtajemniczenia. Zamawiamy bowiem spaghetti, a dostajemy… makaron w bułce. Kucharz zupełnie nie rozumie naszego zdziwienia, więc najwyraźniej taki jest tu standard. Bez bułki się nie da…

Ulice Yazd: im większa rodzina, tym większy garnek
Yazd 27
Paykan – motoryzacyjny symbol Iranu
Yazd 28

DZIEŃ 10
24 listopad 2011, CZWARTEK
_
Dzień zaczynamy o 6:30. Jemy śniadanie zrobione z własnych zapasów i jedziemy taksówką na dworzec autobusowy, gdzie łapiemy autobus do Kermanu. Podróż mija szybko, bo przez większą część drogi odsypiamy wczesną porę pobudki.
Do Kermanu docieramy o 13:30. Mamy pół godziny na przesiadkę i kolejnym autobusem jedziemy do Bam. Na tej trasie pasażerów jest znacznie mniej ale za to jeden z nich wiezie ze sobą dywany, a inny próbuje się z nami zaprzyjaźnić natarczywie wciskając nam swój słonecznik.

Bam

Do Bam docieramy koło 17:00. Na dworze zaczyna robić się ciemno, a autobus wysadza nas na jakimś pustkowiu. Łapiemy pierwszą nadjeżdżająca taksówkę, która za 30.000 IRR zawozi nas do jedynego funkcjonującego w tym mieście hotelu – Akbar Tourist Guesthouse.
Nocleg w dwuosobowym pokoju z łazienką (bez ciepłej wody) kosztuje 200.000 IRR. Właściciel hotelu robi nam herbatę i prosi o wpis do księgi gości. Po ilości wpisów widać, że ruch turystyczny w tym rejonie praktycznie zanika. W sumie nie ma się co dziwić, zważywszy na fakt, że trzęsienie ziemi jakie nawiedziło Bam w 2003 r. spowodowało wiele nieodwracalnych zniszczeń. W dodatku wśród turystów krążą plotki, że po zmroku, po mieście grasują handlarze narkotyków, którzy porywają obcokrajowców dla okupu.
Przyznajemy się! Wyszliśmy na miasto po zmroku ale na szczęście nikt nas nie napadł. Wszystko jednak było pozamykane, a na ulicach nie widać żywej duszy.

DZIEŃ 11
25 listopad 2011, PIĄTEK
_
Wstajemy o 7:00 rano i od razu ruszamy w teren. Po 40 minutach pieszego marszu przez całe miasto naszym oczom ukazuje się wreszcie legendarny, starożytny gród Arg-e Bam.
Podobno pierwsza osada istniała w tym miejscu już w VI wieku n.e. ale prawdziwe apogeum rozkwitu przypadło na czasy panowania dynastii Safawidów. Wszystkie budynki Arg-e Bam łącznie z osadzoną na wzgórzu, ogromną cytadelą zrobione są z suszonych na słońcu cegieł wyrabianych z mułu i słomy. Całość przyjmuje więc jednolite, piaskowe barwy zlewając się z rozciągająca się tuż za murami, bezkresną Pustynią Lota.
Niestety, trzęsienie ziemi zniszczyło to, czego nie był w stanie zniszczyć upływający czas. Od kilku lat trwa jednak intensywna odbudowa tego zabytku prowadzona pod patronatem UNESCO i trzeba przyznać, że daje ona bardzo dobre rezultaty.
Do zwiedzania udostępniona jest na razie tylko jedna, krótka trasa kończąca się u podnóża cytadeli, ale za to wstęp jest bezpłatny.

Arg-e Bam: 8 lat po trzęsieniu ziemi
Bam 1
Bam 2
Bam 3
Bam 4
Bam 5
Bam 6
Bam 7
_
Opuszczając Arg-e Bam czujemy lekki niedosyt. Nie chcemy tak szybko rozstawać się z tym miejscem. Postanawiamy więc wybrać się jeszcze na krótki spacer wokół ruin. Mamy cichą nadzieję, że od strony Pustyni Lota, będziemy mogli podejść (poza wyznaczoną trasą) bliżej cytadeli. Tego planu nie udaje nam się jednak zrealizować, bo niestety jesteśmy skazani na stałe towarzystwo dwóch policjantów na motorze.

Arg-e Bam: widok od strony Pustyni Lota
Bam 8
Za murami Arg-e Bam rozciąga się ogromny ogród palm daktylowych
Bam 9
_
Po kilku nieudanych próbach pozbycia się niechcianej eskorty policyjnej w końcu dajemy za wygraną i opuszczamy teren Arg-e Bam.
W drodze powrotnej do hotelu natrafiamy przypadkiem na małą, tradycyjną piekarnię. Przy takiej okazji trudno odmówić sobie przyjemności spróbowania chlebka nune sangak, który jest tutaj specjalnością zakładu.

Współczesne miasto Bam – miejsce zapomniane przez świat
Bam 10
_
Poza Arg-e Bam w tym mieście nie ma już nic innego do zwiedzania, dlatego też postanawiamy wrócić do Kermanu. Zabieramy z hotelu spakowane wcześniej plecaki i autostopem dojeżdżamy na obrzeża Bam, gdzie znajduje się coś na kształt przystanku autobusowego. Ciężko zorientować się jednak, o której odjeżdża jakiś autobus do Kermanu, więc ostatecznie decydujemy się skorzystać z taksówki sawori (65.000 IRR/os.).
Taksówka ma komplet pasażerów już w ciągu 10 minut, więc ruszamy. Styl jazdy kierowcy pozostawia wiele do życzenia, ale za to do Kermanu docieramy w niecałe 2 godziny.

Kerman

Wysiadamy przy placu Sarasiyab i łapiemy następną taksówkę, żeby dojechać nią do hotelu OMID INN (mającego znajdować się przy ul. Shahid Qarani). I tu zaczynają się schody. Taksówkarz nie umie znaleźć tego miejsca i po kilku okrążeniach w końcu się poddaje. Płacimy 40.000 IRR i wysiadamy przy bazarze Mesgari Shomali. Postanawiamy sami, na piechotę znaleźć jakiś hotel z listy BUDGET LP ale też jakoś nam się nie udaje. Najwyraźniej od czasu wydania przewodnika (czyli od 2008r.) trochę się tu zmieniło.
W końcu, dzięki pomocy jednego z przechodniów trafiamy do hotelu Amin (znajdującego się przy ul. Shahid Chamran). Cena za pokój jest dość wysoka (400.000 IRR) ale przynajmniej w pakiecie znajduje się śniadanie i ciepła woda w łazience. Ponieważ, chwilowo i tak nie mamy innej alternatywy, więc decydujemy się tu zostać.
Wieczorem, odświeżeni idziemy jeszcze na krótki spacer po mieście i na bazar.

DELSTER – sztandarowe, irańskie piwo (oczywiście bezalkoholowe).
Kerman 1

DZIEŃ 12
26 listopad 2011, SOBOTA
_
Z samego rana idziemy na ul. Qods, gdzie znajduje się coś na kształt kantoru. Kończą nam się riale, więc musimy znowu wymienić trochę gotówki (po kursie: 1 USD = 12.000 IRR).
Po śniadaniu natomiast, zwarci i gotowi stajemy na skrzyżowaniu ulic: Imam i Mirza Reza Kermani, skąd odjeżdżają sawori do Shahdad. Nasza taksówka, ma komplet pasażerów dosłownie w kilka minut, więc od razu ruszamy.
W Shahdad wszyscy wysiadają, a my jedziemy dalej. W pewnym momencie krajobraz zaczyna się zmieniać i wydać wyraźnie, że wjechaliśmy na przedpole Pustyni Lota. Kilka kilometrów dalej mijamy tabliczkę z informacją, że znajdujemy się właśnie w najgorętszy miejscu na Ziemi (podobno w 2005r. satelita NASA zarejestrował tu temperaturę 70,7 °C). My jednak nie przyjechaliśmy tu z powodu temperatury, ale żeby podziwiać unikalne w skali światowej, niezwykle interesujące, skalne formy krajobrazu zwane Kaluts. Są to nieregularne wzgórza, o poszarpanych kształtach, wyrastające nagle z gładkiej, piaskowej tafli. Geneza ich powstania wiąże się z występowaniem na tym obszarze jednokierunkowych wiatrów, które przez swą niszczącą działalność doprowadziły do powstania długich grzbietów o równoleżnikowym położeniu.

Pustynia Lota: Kaluts
Kaluts 1
Kaluts 2
Kaluts 3
Kaluts 4
_
Tą samą taksówką jedziemy następnie do Shafi Abad, gdzie chcemy zobaczyć zabytkowy Karawanseraj, czyli dawny zajazd dla kupców przemierzających karawanami pustynne szlaki handlowe.

Shafi Abad: częściowo odrestaurowany Karawanseraj z czasów Seldżuków.
Shafi Abad 1
Shafi Abad 2
Shafi Abad 3
Shafi Abad 4
Shafi Abad 5
Shafi Abad 6
_
W drodze powrotnej nasza taksówka zatrzymuje się na kilkanaście minut w Shahdad, żeby zebrać komplet pasażerów i wracać do Kermanu już jako sawori.
Do Kermanu docieramy koło godziny 14:00. Zabieramy plecaki z hotelu, a w pobliskim biurze podróży kupujemy bilety na nocny autobus do Bandar Abbas (160.000 IRR/os.). Autobus odjeżdża dopiero o 21.30, zatem mamy jeszcze dobre kilka godzin zapasu. Kręcimy się więc bez celu po mieście, od czasu do czasu odpoczywając na skwerku lub krawężniku.

Kerman: w oczekiwaniu na odjazd autobusu do Bandar Abbas
Kerman 2
_
Kiedy zaczyna zapadać zmierzch, łapiemy taksówkę i jedziemy nią na dworzec autobusowy. Resztę czasu jaki pozostał do odjazdu autobusu przesypiany na ławce w dworcowej poczekalni.

DZIEŃ 13
27 listopad 2011, NIEDZIELA
_
Bandar Abbas
_
Autobus dociera do Bandar Abbas o 4:30 rano. Na dworze jest jeszcze ciemno, więc nie ma sensu na razie nigdzie iść. Przez pierwsze pół godziny siedzimy na dworze, bo poczekalnia na dworcu autobusowym jest jeszcze zamknięta. Do poczekalni przenosimy się o 5:00 i przytuleni do własnych plecaków czekamy tam aż do świtu. Zbieramy się koło 6.00. Przed dworcem organizujemy sobie taksówkę i jedziemy nią do portu.
W porcie, przy przystani kupujemy bilety na łódź płynącą na Wyspę Qeszm. Wybieramy najtańszą opcję transportu (20.000 IRR/os.), czyli niewielką motorówkę. Łódź odpływa, gdy zbiera się komplet pasażerów (w tym przypadku: 13 osób i 6 ogromnych kanistrów z ropą).

Łódź płynąca na wyspę Qeszm
Qeszm 1
Qeszm 2

Wyspa Qeszm (Qeshm)
_
Położona w Zatoce Perskiej Wyspa Qeszm jest największą na świecie wyspą nie będącą samodzielnym państwem. Obecnie jest tu strefa wolnocłowa, więc wielu Irańczyków przypływa tu po prostu na zakupy.
Nasza motorówka przybija do brzegu wyspy o 7.20 (do portu w mieście Qeszm). Ponieważ wyróżniamy się z tłumu miejscowych, od razu zostajemy zaczepieni przez policję i musimy przejść obowiązkową kontrolę paszportową. Nie trwa to jednak długo i po chwili możemy już spokojnie opuścić port.
Na głównej ulicy miasta dopada nas tłum oczekujących taksówkarzy. Rzucamy nazwą hotelu do którego chcemy się dostać i wybieramy najtańszą ofertę transportu (20.000 IRR). Po kilku minutach orientujemy się jednak, że nie był to dobry wybór. Taksówkarz bowiem, zamiast jechać do wskazanego przez nas hotelu, zawozi nas kolejno do wybranych przez siebie miejsc, gdzie zapewne ma jakieś profity, a gdzie ceny za nocleg zaczynają się od 600.000 IRR. Po trzeciej takiej akcji w końcu rezygnujemy z jego usług. Płacimy ustaloną wcześniej kwotę i wysiadamy. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko samemu znaleźć sobie jakiś nocleg. Problem w tym, że nie mamy niestety żadnej mapy miasta.
Sytuacja wygląda jednak całkiem nieźle, bo już kilka przecznic dalej trafiamy na Hotel AIRSA (przy ul. Teleghani). Po krótkich negocjacjach, dwuosobowy pokój z łazienką i klimatyzacją (niestety bez okien) kosztuje nas 400.000 IRR.
Zostawiamy plecaki w pokoju i idziemy z powrotem do portu, żeby rozejrzeć się za jakimś transportem w głąb wyspy. Okazuje się, że jest trudniej niż myśleliśmy. Na wyspie nie funkcjonuje w ogóle komunikacja publiczna, a jedynym środkiem transportu są tu taksówki lub płatny autostop. Po ogólnym rozeznaniu się w cenach, postanawiamy przenieść naszą wycieczkę po wyspie na jutro, a dziś trochę odpocząć i odespać całonocną podróż autobusem.

Miasto Qeszm: wybrzeże
Qeszm 3
Qeszm 4
Qeszm 5
Kobiety na wyspie Qeszm często noszą na twarzach maski tzw. boregheh
Qeszm 6

DZIEŃ 14
28 listopad 2011, PONIEDZIAŁEK

Wyspa Qeszm: plan podróży
Qeszm 7
_
Wstajemy wcześnie rano i idziemy pieszo w stronę portu. Na głównej drodze łapiemy taksówkę i za 150.000 IRR jedziemy do oddalonej o ponad 50 km, miejscowości Laft. Jest to niewielka wioska rybacka, w której ludzie żyją w sposób tradycyjny, zgodnie z rytmem morskich pływów.

Laft – rybacka wioska
Laft 1
Laft 2
Laft 3
Laft 4
Laft 5
Laft: Gold Wells
Laft 6
Laft 7
_
Chcąc móc jechać dalej, znowu musimy szukać jakiegoś środka transportu. Mamy dużo szczęścia, bo pewien miły mieszkaniec Laft podwozi nas swoim pick-up’em na wylotówkę z miasteczka. Bez problemu łapiemy tutaj taksówkę i jedziemy nią do kolejnego punktu na wyspie, czyli do Tabl.
W Tabl wysiadamy na końcu długiej grobli, gdzie znajduje się przystań i punkt widokowy. Można tu podziwiać jedyne w swoim rodzaju Lasy Namorzynowe Hara.
Namorzyny (mangrowce) to lasy występujące w strefie pływów morskich. Wchodzące w ich skład drzewa i krzewy, ze względu na fakt, że podczas każdego przypływu są zalewane nawet do trzech czwartych swojej wysokości, wykształciły w sobie charakterystyczną umiejętność egzystowania w słonej wodzie.

Hara Sea-Forest w obrębie Hara Protected Area
Hara Sea-Forest 1
Hara Sea-Forest 2
Hara Sea-Forest 3
Hara Sea-Forest 4
Drzewo Hara (łac. Avicennia Marina)
Hara Sea-Forest 5
Hara Sea-Forest 6
Hara Sea-Forest: czekając na przypływ…
Hara Sea-Forest 7
_
Wracamy pieszo do głównej drogi. Jest akurat koło południa i upał zaczyna mocno dawać nam się we znaki. Nawet nie umiemy sobie wyobrazić jaka temperatura panuje tutaj latem.
Dochodzimy do niewielkiego skrzyżowania dróg. Wokół krajobraz wybitnie pustynny, ale na szczęście nieopodal stoi jedna, zabłąkana taksówka.
Podchodzimy i pytamy za ile możemy dojechać do Jaskiń Solnych w górach Namakdan (Namakdan Caves). Taksówkarz rzuca jakąś kosmiczną cenę, więc odchodzimy i udajemy, że czekamy na stopa. W sumie nie wiem na co czekamy, bo odkąd tu jesteśmy nie przejeżdżał tędy żaden samochód, ale grunt to dobrze kombinować. W końcu taksówkarz się łamie i sam przychodzi do nas, żeby negocjować cenę. Klika minut trwa zanim udaje nam się osiągnąć zadowalającą stawkę, ale w końcu wsiadamy i jedziemy.
Na początku wszystko idzie gładko, chociaż już po kilku pierwszych kilometrach widać, że taksówkarz nie bardzo wie, gdzie ma jechać. Co chwile się bowiem zatrzymuje i pyta kogoś o drogę. Potem jest jeszcze gorzej, bo wjeżdżamy między góry, gdzie kończy się nawierzchnia utwardzona, a zaczyna konkretny off-road. Samochód natomiast przystosowany do tego raczej nie jest, więc prędkość przemieszczania się spada do około 20 km/h.
Kiedy wreszcie docieramy na miejsce widać, że taksówkarz jest przerażony, że teraz będzie musiał wracać tą samą drogą. Postanawiamy skorzystać sytuacji i złożyć mu propozycje nie do odrzucenia. Albo wraca sam i nas zostawia, albo czeka na nas, aż sobie wszystko obejrzymy (a to może potrwać) i odwiezie nas (za taką samą stawkę jak poprzednio) z powrotem do miasta Qeszm.
Znowu trochę blefowaliśmy, bo gdyby taksówkarz rzeczywiście nas tu zostawił to mogłoby być naprawdę ciężko o inny transport. Na szczęście taksówkarz bez zastanowienia przystał na naszą propozycję, więc nie było stresu.

Jaskinie Solne w górach Namakdan (Namakdan Caves)
Namakdan Cave 1
Namakdan Cave 2
Namakdan Cave 3
Namakdan Cave 4
_
Naszą objazdówkę po wyspie kończymy koło 15:00, kiedy to docieramy z powrotem do miasta Qeszm. Chcąc jeszcze dzisiaj opuścić Wyspę Qeszm, musimy się spieszyć, bo po zmroku dużo trudniej o transport na stały ląd.
Idziemy więc zabrać nasze bagaże z hotelu, po drodze zatrzymując się jeszcze żeby coś zjeść. Mimo pośpiechu, do portu docieramy dopiero koło godziny 17:00. Na miejscu okazuje się, że o tej porze nie kursują już małe łodzie motorowe i jesteśmy skazani na rejs katamaranem (40.000 IRR/os.). Mało tego, że katamaran jest dwa razy droższy, to jeszcze strasznie się wlecze, przez co podróż do Bandar Abbas zajmuje nam sporo ponad godzinę.
Z portu w Bandar Abbas na dworzec autobusowy docieramy taksówką. Najbliższy, nocny autobus do Shiraz odjeżdża stąd o godzinie 20:20 (bilet kosztuje 9.000 IRR/os.).
Jesteśmy już mocno zmęczeni, więc jak tylko udaje nam się zająć miejsca w autobusie, od razu zaczynamy układać się do snu.

DZIEŃ 15
29 listopad 2011, WTOREK
_
To była wyczerpująca noc. Nie dość, że trafiliśmy do autobusu pełnego młodzieży szkolnej, której najwyraźniej spać się nie chciało, to jeszcze koło północy przechodziliśmy długą i szczegółową kontrolę policyjną. W takich warunkach ciężko się było wyspać.
_
Shiraz
_
Do Shiraz docieramy o 7:00 rano. Autobus kończy swój bieg na dworcu autobusowym Karandisz, skąd taksówką jedziemy do centrum miasta szukać jakiegoś miejsca na nocleg. Trafiamy do Hotelu Anvari (ul. Anvari). Dwuosobowy pokój z prysznicem ale bez WC (toaleta na korytarzu) kosztuje 280.000 IRR. Za dodatkowe 25.000 IRR/os. można mieć jeszcze śniadanie, na co postanawiamy się zdecydować.
Jest już trochę późno więc nie mamy czasu na dłuższy odpoczynek. Zostawiamy tylko nasze bagaże w pokoju i ruszamy zwiedzać.
Shiraz to niezwykłe miasto, określane często mianem miasta nauki, poezji, wina i ogrodów. Jest to również miejsce urodzenia słynnego, czternastowiecznego, irańskiego poety Hafeza (Shamsuddin Mohammad Hafez Shirazi), od którego imienia miasto wzięło właśnie swoją nazwę.
Poznawanie Shiraz’u rozpoczynamy od wizyty w znajdującej się w samym centrum, pochodzącej z czasów dynastii Zand twierdzy Karim Khan’a. Z zewnątrz twierdza otoczona jest wysokimi murami wzmacnianymi w narożnikach 14–metrowymi, okrągłymi wieżami. Wstęp kosztuje 5.000 IRR/os. Wewnątrz, na dziedzińcu rozciąga się piękny, mandarynkowy sad. Można usiąść na ławce w cieniu i delektować się smakiem owoców zerwanych prosto z drzewa.
Poza dziedzińcem, do zwiedzania udostępniona jest jeszcze tylko zabytkowa łaźnia oraz niewielkie muzeum.

Południowo–wschodnia wieża twierdzy Karim Khan’a ma zauważalne odchylenie od pionu
Shiraz 1
Twierdza Karim Khan’a: dziedziniec
Shiraz 2
Twierdza Karim Khan’a: mandarynkowy sad
Shiraz 3
Shiraz 4
_
Po opuszczeniu twierdzy Karim Khan’a kierujemy się do znajdującej się nieopodal, jednej z najlepiej zachowanych, tradycyjnej łaźni Hammam-e Vakil. Obecnie miejsce to nie spełnia niestety roli swojego pierwotnego przeznaczenia, ale za to w jego wnętrzach funkcjonuje skromne muzeum dywanów.

Shiraz: Hammam-e Vakil / Muzeum Dywanów
Shiraz 5
Shiraz 6
Shiraz 7
_
Z Hammam-e Vakil udajemy się do Mauzoleum Shah-e-Cheragh (Sanktuarium Króla Światła), w którym znajduje się grób Sayyed Mir Ahmada, brata Imama Rezy. Jest to jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymek szyitów, dlatego też trzeba tu bezwzględnie przestrzegać wszystkich norm co do ubioru i zachowania obowiązujących w islamie. W przypadku kobiet jednym, akceptowalnym strojem jest czador. Na szczęście w pobliżu funkcjonuje niewielka wypożyczalnia czadorów (kaucja zwrotna wynosi 30.000 IRR).
Kobiety i mężczyźni wchodzą na teren mauzoleum przez osobne wejścia. Plecaki i aparaty fotograficzne trzeba zostawić w depozycie.
Niewątpliwie główną atrakcją Shah-e-Cheragh jest sala modlitewna, w której znajduje się złoty sarkofag. Jej wnętrze robi niesamowite wrażenie. Ściany i sklepienia wyłożone są mozaiką zrobioną z maleńkich fragmentów luster. Do tego ogromne, kryształowe żyrandole zawieszone nad ziemią i piękne, perskie dywany, którymi wyłożona jest cała posadzka. Odbijające się światło powoduje, że wszystko wokół mieni się tęczą barw. Tego wrażenia nie da się opisać słowami. Warto zatrzymać się na chwilę, aby móc poczuć prawdziwy mistycyzm tego miejsca.

Shiraz: wypożyczalnia czadorów
Shiraz 8
Shiraz: Mauzoleum Shah-e-Cheragh
Shiraz 9
Wnętrze Mauzoleum Shah-e-Cheragh
Shiraz 10
_
W naszym planie zwiedzania oczywiście nie może zabraknąć wizyty w jednym z wielu pięknych ogrodów, z których jak wiadomo słynie Shiraz. Wybór pada na Ogród Eram (Bagh-e Eram), znajdujący się po drugiej stronie rzeki Khoshk. Dojazd tam nie sprawia nam większego kłopotu. Szybko znajdujemy odpowiedni autobus miejski (bilet na autobus kosztuje 1.000 IRR/os.), który zawozi nas praktycznie pod samą bramę ogrodu.
Na miejsce docieramy o 14:15. Świetnie pamiętamy tę godzinę, ponieważ okazuje się, że jest to akurat pora przerwy (ogród jest czynny w godzinach 8:00 – 12:00 i 15:00 – 17:00). Nie poddajemy się jednak i cierpliwie czekamy na ponowne otwarcie.
Bagh-e Eram jest miejscem historycznym. Powstał w połowie XIX wieku i do dziś zachował swoją pierwotną strukturę. Jego prawdziwą dumą są natomiast imponujące, nawet kilkusetletnie cyprysy, które stanowią ozdobę wielu alej spacerowych.
Od swojego powstania ogród kilka razy zmieniał właścicieli, a obecnie pieczę nad nim sprawuje Uniwersytet w Shiraz, który nadał mu nazwę Eram Botanical Graden. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie cena biletów wstępu. Obcokrajowcy muszą bowiem płacić blisko sześć razy więcej niż miejscowi (Irańczycy: 7.000 IRR/os., turyści: 40.000 IRR/os.) i to wydaje się trochę niesprawiedliwe.

Ogród Eram: pałac pochodzący z okresu panowania Dynastii Qajar
Shiraz 11
Bagh-e Eram (Garden of Paradise)
Shiraz 12
Shiraz 13
Shiraz 14
Shiraz 15
_
Powrót z Ogrodu Eram do centrum miasta nie idzie nam już tak gładko. Wszystko przez to, że wsiedliśmy do niewłaściwego autobusu miejskiego. W efekcie końcowym większość drogi przyszło nam pokonać pieszo.
Na tym jednak nasz dzień się nie kończy. Chcemy odwiedzić jeszcze Bazar Vakil. Z racji później pory oraz faktu, że zaczynają nas już mocno prześladować myśli o jedzeniu, postanawiamy wizytę na bazarze połączyć z poszukiwaniem jakiegoś miejsca na posiłek.
Trafiamy do tradycyjnej, klimatycznej knajpki o nazwie Saray-e Mehr Tea House & Restaurant zlokalizowanej na Bazarze Vakil zaraz za Serai Mushir. Mamy okazje spróbować tutejszą specjalność, czyli zupę dizi (inaczej zwaną też abguszt). Jest to bulion z baraniny z ciecierzycą, mięsem i warzywami podawany w niewielkim, glinianym naczyniu. Nowym doświadczeniem jest dla nas sposób jedzenia tej potrawy. Część wywaru należy bowiem odlać na talerz, a resztę składników trzeba zmiksować z kawałkami chlebka lawasz za pomocą metalowego tłuczka, który otrzymuje się w zestawie. Smak naszej zupy zależy więc w dużej mierze od tego jaką konsystencję ona uzyska.

Saray-e Mehr Tea House & Restaurant: zupa dizi (abguszt)
Shiraz 16

DZIEŃ 16
30 listopad 2011, ŚRODA
_
Rano, po śniadaniu wymeldowujemy się z pokoju, a spakowane wcześniej plecaki zostawiamy w hotelowej recepcji, żeby czekały tam na nas do popołudnia.
Dzisiejszy dzień poświęcamy na wycieczkę do ruin starożytnego miasta Persepolis. Miejsce to jest oddalone od Shiraz o ponad 60 km, więc żeby tam dotrzeć trzeba się trochę nagimnastykować.
Zaczynamy od taksówki, która zawozi nas na dworzec autobusowy Karandisz (10.000_IRR). Z dworca jedziemy minibusem do miejscowości Marv Dasht (7.000_IRR/os.), a stamtąd dalej znowu taksówką (30.000_IRR). Rozwiązanie trochę skomplikowane, ale wbrew pozorom wszystko idzie dość sprawnie.
Wstęp na teren ruin Persepolis kosztuje 5.000_IRR/os. + drugie tyle, jeśli chcemy również zwiedzić muzeum (cały obiekt czynny jest w godzinach 8:00 – 17:00).
Zabudowania Persepolis wznoszą się na płaskiej platformie osadzonej u stóp niewielkiego wzgórza, na poziom której prowadzą monumentalne, kamienne schody. W czasach swojej świetności miasto to było jedną ze stolic ówczesnego Imperium Perskiego. Zostało założone w 518-r._p.n.e. przez Dariusza I Wielkiego, jednak jego dobra passa nie trwała zbyt długo. Ostateczny upadek Persepolis nastąpił bowiem niecałe 200 lat później, kiedy miasto to zostało częściowo spalone przez Aleksandra Wielkiego (Macedońskiego). Od tego czasu ukryte pod zwałami kurzu i piasku ruiny zostały zapomniane na wieki.
W dzisiejszym kształcie Persepolis istnieje od 1930-r. czyli od momentu kiedy w tym rejonie zaczęto prowadzić wykopaliska archeologiczne. Dziś jest tylko cieniem swojej dawnej chwały, ale przy odrobinie dobrej woli można wyobrazić sobie jaką potęgą było w czasach panowania starożytnej dynastii Achemenidów.
Same ruiny Persepolis jako obiekt turystyczny nie powalają nas jednak na kolana. Może dlatego, że spacerować tu można jedynie sztywno wytyczonymi ścieżkami, a wiele eksponatów ogrodzonych jest szkłem… a może dlatego, że nic co do tej pory widzieliśmy nie dorównuje swoją atmosferą niesamowitej Palmyrze (Syria).

Persepolis: Brama Wszystkich Narodów (została wzniesiona za rządów Kserksesa)
Persepolis 1
Brama Wszystkich Narodów; widok z boku
Persepolis 2
Zwieńczenie kolumny – rzeźba przedstawiająca mitycznego gryfa
Persepolis 3
Pałac Dariusza I
Persepolis 4
Pałac Kserksesa: nad płaskorzeźbą widoczna jest inskrypcja zapisana pismem klinowym w trzech językach: elamickim, babilońskim i staroperskim
Persepolis 5
Fasada grobowca Artakserksesa II
Persepolis 6
Hypostylowa Apadana (Sala Audiencyjna)
Persepolis 7
Płaskorzeźby: faravahar (symbol zoroastryzmu) i sphinx
Persepolis 8
Nazwę Persepolis nadali grecy – w języku staroperskim miasto to nosi nazwę: Pârsa, a w języku fārsi: Takht-e Jamshid (w tłum.Tron Jamshida)
Persepolis 9
_
Zwiedzanie Persepolis zajmuje nam niewiele ponad dwie godziny. Mając w zapasie trochę czasu postanawiamy odwiedzić jeszcze jedną tutejszą atrakcję, a mianowicie antyczną nekropolię Naqsh-e Rostam.
To tutaj pochowani zostali czterej najwybitniejsi, perscy władcy z dynastii Achemenidów. Ich ogromne grobowce naprawdę imponują swoimi rozmiarami zwłaszcza, że zostały wykute w pionowym, skalnym zboczu na wysokości kilkunastu metrów na ziemią.

Naqsh-e Rostam – fasady wszystkich grobowców mają kształt krzyża równoramiennego
Naqsh-e Rostam 1
Grobowiec Kserksesa I
Naqsh-e Rostam 2
Kabah-i Zardusht – kamienna wieża pełniąca prawdopodobnie rolę Świątyni Ognia
Naqsh-e Rostam 3
_
Po opuszczeniu Naqsh-e Rostam wracamy z powrotem do Shiraz. Zabieramy z hotelu nasze plecaki i jedziemy prosto na dworzec autobusowy Karandisz, gdzie o godzinie 17:00 wsiadamy w nocny autobus do Teheranu.
_
DZIEŃ 17
1 grudzień 2011, CZWARTEK
_
Teheran
_
O godzinie 5:00 rano autobus dociera na obrzeża Teheranu, gdzie zatrzymuje się na Południowym Dworcu Autobusowym (Terminal-e Jonoub). O tej porze roku na dworze jest jeszcze ciemno. Postanawiamy jednak, że nie będziemy czekać do wschodu słońca, tylko od razu pojedziemy do centrum miasta.
Z Terminal-e Jonoub do centrum Teheranu najłatwiej przedostać się metrem. Mimo że dworzec autobusowy jest dość duży, znalezienie zejścia na stację metra nie sprawia kłopotu.
Na stacji kupujemy bilety (one way ticket – 3.000 IRR, two trip ticket – 4.500 IRR) i wsiadamy do pociągu jadącego w kierunku Tajrish (linia 1 – czerwona). Mijamy cztery kolejne przystanki, po czym wysiadamy na stacji Imam Khomeini i dalej idziemy pieszo.
Szukamy ulicy Amir Kabir, przy której ma się znajdować kilka hoteli. Trochę błądzimy ale nie mamy nawet kogo zapytać o drogę, bo ulice są puste. Najwyraźniej stolica jeszcze śpi.
Po kilkunastu minutach kręcenia się w kółko w końcu udaje nam się znaleźć hotel Firouzeh. Mimo tak wczesnej pory recepcjonista otwiera drzwi hotelu i wpuszcza nas do środka. Nocleg w dwuosobowy pokoju kosztuje tu 400.000 IRR (w cenie śniadanie, prysznic w pokoju ale toaleta na korytarzu). Przed zameldowaniem, trzeba zapoznać się z tzw. zasadami bezpieczeństwa, czyli informacjami jak nie wpaść w kłopoty przebywając w Teheranie. Dopiero po przeczytaniu wszystkich zasad recepcjonista daje nam klucz do pokoju.
Po całonocnej podróży autobusem postanawiamy najpierw trochę odpocząć, dlatego na miasto wychodzimy dopiero koło 10:00. O tej godzinie stolica wygląda już zupełnie inaczej. Na ulicach korki, wszędzie motocykle – jeżdżą pod prąd i po chodnikach, ludzi strasznie dużo – ciężko nawet przejść, a do tego jeszcze smog. Kompletne szaleństwo.
W Teheranie, w pierwszej kolejności postanawiamy zobaczyć budynek dawnej ambasady amerykańskiej. Na miejsce szybko docieramy metrem. Wsiadamy na stacji Imam Khomeini, a wysadami na Teleghani – budynek ambasady znajduje się tuż przy wyjściu ze stacji metra.
Teren byłej ambasady USA jest jednym z bardziej znanych symboli Rewolucji Islamskiej, która 1979 r. doprowadziła do przekształcenia Iranu z monarchii konstytucyjnej w republikę islamską. Na murze otaczającym budynek znajduje się kilka propagandowych malowideł odzwierciedlających relacje łączące Iran ze Stanami Zjednoczonymi oraz Izraelem.
Obecnie, w tym miejscu swoją siedzibę mają paramilitarne bojówki Basidż (Basij). Przy bramie stale kręcą się więc strażnicy, którzy przyglądają się nam podejrzliwie. Nie przeganiają nas jednak nawet wtedy, kiedy zaczynamy robić zdjęcia.

Teheran: propagandowe graffiti na murze otaczającym budynek dawnej ambasady USA
Teheran 1
Teheran 2
_
Po krótkim spacerze wokół budynku byłej ambasady USA wracamy z powrotem do metra i jedziemy do innego symbolu Teheranu – wieży Azadi.
Ta 50-metrowa budowla, zlokalizowana w zachodniej części miasta jest dla Teheranu tym czym dla Warszawy Pałac Kultury. Została wzniesiona w 1971 r. dla upamiętnienia 2500 lat istnienia Imperium Perskiego. Pierwotnie była nazywana Wieżą Pamięci Królów, jednakże po Rewolucji Irańskiej zmieniono jej nazwę na Azadi, czyli wolność.
Za opłatą, na szczyt wieży można wjechać windą. My jednak nie korzystamy z tej możliwości uznając, że cena biletu zbyt mocno nadwyrężyłaby nasz skromny budżet.

Teheran: Wieża Azadi (Borj-e Azadi, Wieża Wolności)
Teheran 3
Teheran 4
Fasada Wieży Azadi w całości pokryta jest białym marmurem
Teheran 5
_
Na koniec dzisiejszego dnia postanawiamy odwiedzić jeszcze Irańskie Muzeum Narodowe. Mieści się ono przy ul. Imama Khomeiniego, więc bardzo łatwo dotrzeć do niego metrem (trzeba wysiąść na stacji – Imam Khomeini).
Mimo, że mamy już lekką awersję do wszelkiego rodzaju muzeów, to pozytywnie nas zakazuje. Znajduje się tu sporo eksponatów z czasów Imperium Perskiego, więc zwiedzanie tego miejsca jest dla nas pewnym uzupełnieniem wycieczki do Persepolis.

Teheran: eksponaty w Irańskim Muzeum Narodowym
Teheran 6
Teheran 7
Muzeum Narodowe: Salt Man z Zanjan – czaszka pochodzi z III w.n.e. i została znaleziona w kopalni soli w Chehr-Abad
Teheran 8
_
Po wizycie w muzeum wracamy z powrotem do naszego hotelu. Jesteśmy trochę zmęczeni całym tym dzisiejszym dniem, dlatego postanawiamy porządnie odpocząć. Taki odpoczynek zdecydowanie nam się przyda zwłaszcza, że jutro mamy zamiar zrealizować dość ambitny plan.
_
DZIEŃ 18
2 grudzień 2011, PIĄTEK
_
Rano wstajemy bardzo wcześnie. Wkładamy na siebie wszystkie ubrania jakie mamy w plecakach i wyruszamy na podbój położonego w górach Alborz, szczytu Tochal (Tochāl).
Ponieważ Tochal znajduje się w zasadzie w granicach Teheranu, najprościej jest dostać się tam metrem. Niestety w metrze przeżywamy ciężkie chwile, bo w tych wszystkich ubraniach, które mamy na sobie jest nam okropnie ciepło. Na szczęście przejazd nie trwa długo. Wysiadamy na stacji Gheitarieh (bo z powodu remontu metro nie dojeżdża dalej) i idziemy pieszo do placu Tajrish. Na placu Tajrish łapiemy taksówkę, która zawozi nas na parking znajdujący się u podnóża gór. Dalej już tylko kilkunastominutowy spacer szaroką aleją (jak nad Morskie Oko) i jesteśmy na wysokości pierwszej stacji kolejki linowej na Tochal.
Przejazd kolejką na górę i w dół kosztuje 250.000 IRR ale bilet ten jednoczenie uprawnia też do korzystania przez cały dzień z wyciągu krzesełkowego znajdującego się na szczycie.
Postanawiamy więc wypożyczyć narty (wypożyczenie zestawu: narty + buty + kijki kosztuje 300.000 IRR) i spróbować swoich sił na stoku pod szczytem.
Przejazd kolejką na samą górę, czyli do stacji nr 7 (znajdującej się na wysokości około 3700 m.n.p.m.) trwa ponad godzinę. Wjazd kolejką na Tochal nie jest jednak równoznaczny ze zdobyciem szczytu. Szczyt bowiem leży na wysokości 3964 m.n.p.m. Ponieważ jednak przyjechaliśmy tu w butach narciarskich na nogach, nie porywany się na zdobycie szczytu. Zresztą i na tym poziomie widoki zapierają dech w piersiach.
Stok narciarski pod szczytem nie jest może specjalnie rozległy ale za to mała liczba osób, brak kolejek do wyciągu i piękna pogoda rekompensują długość zjazdu. Stok trzeba jednak opuścić już przed godziną 15:00, kiedy to w górach zaczyna się ściemniać. Postanawiamy zatem maksymalnie wykorzystać dany nam czas i jeździmy do samego końca.

Północny Teheran (okolice placu Tajrish): w oddali widać ośnieżone zbocza masywu Tochal
Teheran 9
Dolna stacja kolejki linowej (Telecabin) na Tochal znajduje się na wysokości 1900 m.n.p.m.
Teheran 10
Teheran 11
Teheran 12
Teheran 13
Teheran 14
Teheran 15
Teheran 16
Tochal Ski Resort & Hotel: w hotelu Tochal znajduje się restauracja / bar, gdzie można napić się ciepłej herbaty i …
Teheran 17
… i skorzystać z toalety
Teheran 18
_









cdn…








PODSUMOWANIE

Tabela odległości
_
Miasto 1 Miasto 2 Odległość Czas przejazdu Cena/os._
Stambuł Trabzn 1 080 km 17 godz.10 min. 60 TRY_
Trabzon Erzurum 310 km 4 godz.30 min. 25 TRY_
Erzurum Doğubayazit 320 km 3 godz.30 min. 25 TRY_
Doğubayazit Gürbulak Border 34 km 30 min. 5 TRY_
Bazargan Border Bazargan 4 km 5 min. 20 000 IRR_
Bazargan Maku 18 km 20 min. 100 000 IRR_
Maku AH1 skrzyż./Khoy 121 km 1 godz.30 min. 50 000 IRR_
AH1 skrzyż./Khoy Tabriz 135 km 1 godz.50 min. 0 IRR_
Tabriz Esfahan 1 077 km 12 godz.30 min. 160 000 IRR_
Esfahan Yazd 315 km 5 godz.05 min. 52 000 IRR_
Yazd Kerman 370 km 4 godz.30 min. 60 000 IRR_
Kerman Bam 192 km 3 godz.00 min. 35 000 IRR_
Bam Kerman 192 km 2 godz.00 min. 65 000 IRR_
Kerman Shahdad 100 km 1 godz.20 min. 40 000 IRR_
Kerman Bandar Abbas 531 km 8 godz.00 min. 160 000 IRR_
Bandar Abbas Qeszm 25 km 50 min. 20 000 IRR_
Qeszm Laft 57 km 55 min. 150 000 IRR_
Laft Tabl 38 km 35 min. 120 000 IRR_
Tabl Namakdan Cave 39 km 50 min. 200 000 IRR_
Namakdan Cave Qeszm 104 km 1 godz.45 min. 450 000 IRR_
Qeszm Bandar Abbas 25 km 1 godz.00 min. 40 000 IRR_
Bandar Abbas Shiraz 583 km 10 godz.40 min. 90 000 IRR_
Shiraz Marv Dasht 47 km 37 min. 7 000 IRR_
Marv Dasht Persepolis 16 km 25 min. 30 000 IRR_
Shiraz Teheran 1 000 km 12 godz.10 min. 160 000 IRR_
Teheran Tabriz 692 km 7 godz.45 min. 170 000 IRR_
Tabriz Maku 255 km 4 godz.00 min. 35 000 IRR_
Maku Bazargan 18 km 25 min. 50 000 IRR_
Bazargan Bazargan Border 4 km 5 min. 10 000 IRR_
Gürbulak Border Doğubayazit 34 km 30 min. 5 TRY_
Doğubayazit Nevşehir 989 km 14 godz.35 min. 70 TRY_
Nevşehir Göreme 12 km 20 min. 34 TRY_
Göreme Stambuł 903 km 11 godz.30 min. 60 TRY_
9 640 km


  • RSS